Wnętrze

Co mnie wkurza na rynku projektowym.

Projektant jest drogi.

W życiu nie ma nic za darmo. Tak samo usługi stomatologiczne kosztują i tak samo kosztuje projekt wnętrza. Jeśli Ci nie odpowiada cena to nie musisz się godzić na współpracę. Pamiętaj, że do jej zawarcia potrzebne są dwie strony. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi to taniej, tak jest ze wszystkim. Do stomatologa też możesz iść na NFZ 🙂 Propozycja cenowa jaką otrzymujesz musi, no musi być adekwatna do jakości. A jeśli nie jest to rynek prędzej, czy później wszystko zweryfikuje. Projekt to nie dwa kliknięcia na komputerze tylko wiele godzin pracy i nikt sobie tych cen z kosmosu nie wziął. Każdy wycena swój projekt adekwatnie do poświęconej pracy.

Wymądrzanie się.

Z tego co zauważyłam najwięcej do powiedzenia na temat projektu mają osoby w ogóle nie związane na co dzień z tą tematyką. Piszą, że to brzydkie, to nie pasuje, to niepraktyczne. W ogóle chyba nie zdając sobie sprawy, że każdy ma inny gust i to, że ktoś lubi mieć w mieszkaniu dywany, nie oznacza, że wszyscy inni też muszą je lubić i tyle.

Skakanie sobie do gardeł.

„Psujesz rynek, nie można brać takich śmiesznych pieniędzy za projekt. Na pewno szkoły nie ukończyłeś i nie masz własnej firmy. Takie osoby nie powinny być w branży.”

Denerwuje mnie takie gadanie. Wydaje mi się, że osoby te lubią komuś uprzykrzyć życie, bo ktoś ma niższe stawki, niż oni sami. Dużo o takich sytuacjach można poczytać na grupach na Facebooku. Jednak te niższe stawki mogą wynikać z wielu rzeczy. Pisałam o tym tutaj.

To już wszyło z mody.

To też jedno z moich ulubionych stwierdzeń. „Już się nie robi takich ścian, to wyszło z mody, pomyśl o czymś innym. Teraz do łask wraca coś tam coś tam”. Nie cierpię niepopartych żadnymi konstruktywnymi argumentami stwierdzeń, że tak już się nie robi. Bo co? Bo salon nie trafi na okładki magazynów wnętrzarskich? Proszę Was.. Ale to domownicy mają się w nim dobrze czuć, niezależnie od tego, czy to jest modne, czy nie. Moda przemija i często powraca, dlatego powinniśmy urządzać wnętrze pod siebie, a nie pod aktualne trendy. Co innego, jak te aktualne trendy wpasowują się w nasze upodobania, wtedy można szaleć do woli. W sumie to zawsze można, ale wtedy jest i modnie i w naszym stylu. 🙂

Wrzucanie wszystkich do jednego worka.

To też uwielbiam. „Ja wzięłam projektanta i żałuję, wielu rzeczy nie dało się zrobić i musieliśmy sami się o wszystko martwić. Polecam Wam samodzielnie zaaranżować mieszkanie, to nic trudnego.” To tak samo jakby pójść do fryzjera, który źle obetnie nam włosy i opowiadać, że wszyscy fryzjerzy to zło najgorsze. Nie TEN konkretny, tylko od razu wszyscy źli. Jeśli z Twoim projektem jest coś nie tak, to nie miej pretensji do wszystkich architektów wokół, bo nie masz ku temu żadnych podstaw.

Zrób mi projekt, będziesz miał do portfolio.

Nie będę się rozpisywać z tym punktem, tylko zaproszę Was na wpis o darmowych usługach.

Pseudoprojektanci.

Przepraszam, ale inaczej nie potrafię nazwać osób, które w ogóle nie mają pojęcia o architekturze wnętrz, a biorą się za projektowanie. Od razu zakładają swoje firmy, promują się, robią piękne wizualizację, ale też potrafią „wyburzyć” ścianę nośną budynku. Klienci nie muszą nic wiedzieć o projektowaniu, ale po to zatrudniają profesjonalistę żeby uniknąć takich i innych kwiatków. Jeśli ktoś nie ma pojęcia o projektowaniu, to lepiej niech się albo dokształci, albo się tym nie zajmuje, bo później wracamy do punku 5 mojej listy, czyli „żałuję, że wzięłam projektanta”. I już nie ma co się dziwić, że ktoś się zraził.

Jesteśmy najlepsi.

Nie wiem, jak wygląda to w większych miastach, ale myślę, że podobnie, jak i w naszym, średniej wielkości mieście. Wiele razy, czy to klienci, którzy do nas przychodzą po zbadaniu rynku, czy inne osoby z branży, sami z siebie mówią, że jakiś projektant z ogromnym brakiem szacunku wypowiada się o innych architektach. Naskakują na projektantów, tym samym próbując siebie wywyższyć i pokazać, że to oni są najlepsi. No tak się nie robi. Tu znowu wracam do tego, że rynek wszystko zweryfikuje. Sam fakt, że klient przychodzi do projektanta, który nikogo nie oczernia i nie ocenia czyjejś pracy dużo mówi. Sami nigdy nie próbujemy kogoś na siłę zaciągnąć do siebie, wytykając przy tym błędy konkurencji. Nie widzimy w tym żadnego sensu. Uważamy, że miejsca jest dla wszystkich i dużo bardziej chodzi o wsparcie między architektami, niż o jakiekolwiek konkurowanie.

A tak trochę odbiegając od tematu. Wiecie jak miło jest, gdy dwóch projektantów się spotyka i się wspierają, mówią o jakiś nowych rozwiązaniach, czy pomysłach, chwalą wzajemnie swoje prace i zwyczajnie się pytają, co słychać i nad czym aktualnie pracują. I nie ma w tym za grosz zazdrości, czy zawiści, jest normalna rozmowa i wsparcie osób, które doskonale się rozumieją w pracy zawodowej.

Znalazłoby się jeszcze więcej takich rzeczy, czy sytuacji, ale te przedstawione powyżej są chyba najpowszechniejsze 🙂 Oczywiście denerwują mnie też poranne telefony, bo lubię sobie pospać, czy wieczorne spotkania, bo czekam już na kolację. Prawdą jest, że nie ma pracy idealnej i w każdej znajdą się jakieś wady. Jednak to ilość zalet, które oferuje praca projektanta i poznawanie na swojej drodze wielu wspaniałych ludzi, zdecydowanie przyćmiewa te gorsze momenty. Wiele razy słyszę od Bartka „skończę z tym projektowaniem i poszukam normalnej pracy”. A jeszcze częściej widzę ogromną radość w oczach, jak wraca ze spotkania i mówi „spodobało się, są zachwyceni”. Wtedy wiem, że to ich wspólne „projektodziecko” jest wręcz idealne, a pracy nigdy nie zamieniłby na żadną inną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *